Nawigacja

Poznaj mnie, dodaj do ulubionych lub bądź pierwszy i wpisz się do księgi gości.

Shinigami

emphasis
story-yaoi
thirst
chigaimasu
deadly-design
chyba-snisz
liceum-yaoi
aw
dynames
cherudim
yaoi-room
yaoi-chiba
anika6

Dawno i nieprawda

2008
luty (1)
marzec (6)
kwiecień (7)
maj (7)
czerwiec (4)
lipiec (3)
sierpien (1)
wrzesień (2)
listopad (3)

2009
styczeń (3)
luty (1)
marzec (1)
kwiecień (1)
maj (3)
czerwiec (1)
lipiec (1)
wrzesień (1)
październik (1)
grudzień (1)


Szablon

+ Toushirou10
+ In5omn1ac
+ patterns


Tytuł: Etykieta & Uroda, czyli jak poderwać kapitana i stracić przyjaciela (XII)
Data: sobota, 26 grudnia 2009
Czas: 22:20


*

- …i co ja mam teraz zrobić? – zakończył Ikkaku, wbijając w Renji’ego ponure spojrzenie.
- Spotkajmy się za pół godziny na polu treningowym, dobra? – odparł czerwonowłosy.
Ikkaku poderwał się gwałtownie, jakby wierząc w magiczną moc odczarowania wszystkiego za pomocą porządnego sparringu.
- A nie możemy iść od razu?
- Nie, bo… muszę najpierw zanieść coś Byakuyi.
- O, to już Byakuyi, a nie Kuchiki’emu?
Renji zaczerwienił się lekko.
- Ostatnio poprosił, bym właśnie tak się do niego zwracał.
- Posuwamy się stopniowo do przodu, co?
- Można tak powiedzieć – odparł wymijająco Renji i uciął dalsze dywagacje, wychodząc z pubu.
Miał dokładnie trzydzieści minut na znalezienie pewnego osobnika i wymyślenie powodu, dla którego miałby się on stawić na miejscu zamiast niego.

*

Chowając się niczym za starych czasów, gdy kradli wodę „ważniakom”, Renji przemykał się za Yumichiką, próbując nie zostać przez niego zauważonym. O dziwo, mimo koloru jego włosów, Ayasegawa nie dostrzegł go przez całą drogę na pola treningowe.
Czasami naprawdę dopisywało mu ogromne szczęście. Najpierw, prawie rozminąwszy się w z nim w drodze do jego mieszkania, zauważył go w ostatniej chwili, a teraz mógłby równie dobrze śledzić go całkowicie jawnie, a i tak nie zostałby wykryty. Ale wolał nie ryzykować; nie kiedy nadarzyła się taka okazja do rozwiązania raz na zawsze tej sprawy. Jeszcze tylko podpatrzy, do której sali się kieruje, wyśle motyla Ikkaku i… może faktycznie odda te raporty, które obiecał Byakuyi przedwczoraj.

*

Czując się nieco lepiej po zmyciu tej potwornej maseczki w natrysku obok pól treningowych, Yumichika skierował się do najmniejszej sali, przystosowanej do samotnych ćwiczeń. Nikt nie będzie musiał go oglądać, nikt nie ucieknie więcej na jego widok.
Po prostu wspaniale.
Kiedy jednak chwycił swoją katanę, nie był w stanie nawet machnąć nią porządnie. Próbował raz, drugi, trzeci, a gdy to nie odniosło skutku, schował miecz do pochwy i, czując się żałośnie jak nigdy, skierował się do wyjścia. I być może wróciłby triumfalnie do swojego mieszkania, gdyby w drzwiach nie wpadł na kogoś z impetem. Klnąc na czym świat stoi, Yumichika rozmasował sobie nos i spojrzał w górę.
I natychmiast odwrócił wzrok.
Ze wszystkich osób…!
Ikkaku odchrząknął.
- Przepraszam, że wybiegłem bez słowa.
Ayasegawa prawie osłabł z ulgi, że nie chodziło wtedy o niego, gdy przypomniał sobie jeszcze szczegół.
- Przecież krzyczałeś.
- Naprawdę? – stropił się Ikkaku.
- Tak. To było coś w rodzaju: „zabierzcie je ode mnie”.
- Aa, tego… bo widzisz, miałem… wizje.
- Wizje? – zdziwił się Yumichika. - A były chociaż ładne? – dodał, nie mogąc się powstrzymać.
- Nawet bardzo, tylko… trochę mnie na początku przestraszyły.
- Przestraszyły cię? – powtórzył jak papuga Yumichika.
- No bo… och, do diabła! Nie jestem jakimś popapranym lodowcem, który krąży wokół tematu, aż nikt nawet nie wie, o co mu naprawdę chodzi!
Yumichika uniósł brew.
- Jak dotąd świetnie ci szło.
Ikkaku zaczerwienił się.
Zapadła cisza.
- Co by się stało, gdybym cię wtedy pocałował? – spytał nagle Ikkaku.
- Zaatakowałyby cię algi i ogórek, i miałbyś brzydkie ślady na twarzy – odparł z rezerwą Yumichika.
Czyli tłumacząc to sobie na normalny język… nie miałby nic przeciwko?
- A teraz?
Yumichika tylko spojrzał na niego intensywnie, co wystarczyło za odpowiedź.
Tego dnia stracił swojego przyjaciela bezpowrotnie.